poniedziałek, 30 marca 2015

RECENZJA: Pomadko-błyszczyki marki Celia

Cześć! 


Przez ostatnie 3 dni nie miałam w mieszkaniu prądu, bo było jakieś duże zwarcie w instalacjach. Razem z mamą żyłyśmy jak w jakiejś jaskini: bez telewizora, światła i co najgorsze - bez Internetu! Doszłam do wniosku, że jestem niemożliwie uzależniona od wszelkiej elektryki. Nie mam pojęcia jak kiedyś ludzie sobie bez niej radzili, mnie powoli doprowadzało to do szaleństwa. Dzisiaj na szczęście jest już w porządku i mogę przywitać Was nowym postem! Tym razem na tapetę bierzemy pomadko-błyszczyki marki Celia.

***

Pomadki zakupiłam w dwóch kolorach: nude (numer 605) oraz różanym, z małymi drobinkami (numer 502). 






~Opis produktu i moje wrażenia~


Pomadki posiadają przepiękne, złote opakowanie. Jest bardzo eleganckie, wyglądają przez to niczym kosmetyki "z wyższej półki". Przede wszystkim należy podkreślić, że jest to tak zwane 2 w 1, czyli pomadka i błyszczyk. 
Rzadko kiedy zdarza się, aby słowa producenta były w stu procentach zgodne z rzeczywistością, dlatego byłam pozytywnie zaskoczona, gdy odkryłam, że produkty te są dokładnie takie jak twierdzi treść zawarta na ich pudełeczku. Po pierwsze dają półtransparentny efekt - nie są mocno napigmentowane, nadają ustom bardzo naturalny kolor oraz dodatkowo mocno je nabłyszczają. Po drugie kosmetyki te mają właściwości nawilżające, z czym również się zgadzam. W ogóle nie podkreślają suchych skórek. Można by wręcz pomyśleć, że mają w sobie coś z pomadki ochronnej. No i po trzecie - zapach tych produktów. CUDOWNY, winogronowy zapach, w którym wręcz się zakochałam. Zdecydowanie byłby to minus dla osób, które nie przepadają za intensywnymi zapachami, lecz dla miłośniczek owocowej woni będzie wręcz idealny. Podoba mi się również fakt, że te produkty nie lepią się, jak to bywa w przypadku większości błyszczyków.
Jak większość kosmetyków, te również mają swoje minusy. Pierwszym z nich jest ich trwałość. Niestety bardzo krótko utrzymują się na ustach, dlatego radziłabym nosić pomadkę przy sobie, by móc poprawiać makijaż. Najgorsze jest to, że są łamliwe i później w opakowaniu ich konsystencja robi się jakby rzadsza. Właśnie tak stało się z moją pierwszą szminką z tej firmy, nie pomogło nawet trzymanie jej w lodówce. 

Wstawiam dwa zdjęcia, aby pokazać Wam jak prezentuje się na ustach. Na pierwszym zdjęciu użyłam pomadki z serii nude, czyli numerek 605, na drugim tej z numerem 502. 




~Skład produktu~




~Podsumowanie~


Jestem zadowolona z tych pomadek. Cieszy mnie ich niska cena (ok. 10zł). Na ustach dają bardzo ładny efekt, ślicznie połyskują i mają właściwości nawilżające. Uwielbiam ich zapach, jest przepiękny, owocowy. Produkty mogłyby być bardziej trwałe i mniej się łamać, bo to chyba największa wada.
Pomadko-błyszczyki oraz inne kosmetyki firmy Celia możecie dostać w ich sklepie internetowym oraz w niektórych drogeriach. Z tego co wiem niestety są trudno dostępne. 

Zalety: 
- opakowanie
- cena
- zapach 
- nawilżanie 
- połysk 
- wygodne w aplikacji 
- nie lepią się

Wady:
- trwałość 
- bardzo łamliwe 

Ogólna ocena:
4/5


Jak Wam podoba się efekt jaki dają te produkty? Może któraś z Was je testowała? Jakie kolory pomadek lub błyszczyków najbardziej lubicie? Czekam na Wasze odpowiedzi! 

Jeżeli chcecie, abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 



Pozdrawiam,
Charlotte




piątek, 27 marca 2015

RECENZJA: Lakiery do paznokci INGLOT Nail Enamel

Cześć Kochani! 


Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku i wszyscy jesteście w jak najlepszych humorach. Tym razem przedstawiam Wam recenzję lakierów do paznokci marki INGLOT, które kilkakrotnie miałam okazję przetestować. 

***

Obecnie w mojej kolekcji lakierów do paznokci znajdują się dwa kolory z tej serii: jasny, pudrowy róż (numer 337) oraz wyrazista czerwień (numer 183).







~Opis produktu i moje wrażenia~


Buteleczka jest bardzo poręczna, zrobiona na kształt kwadratu. Znajduje się w niej 15ml lakieru. Jak twierdzi producent - nie zawiera szkodliwego toluenu , formaldehydu, ftalanu dibutylu i kamfory. Podoba mi się konsystencja tych lakierów: nie jest ani za gęsta, ani zbyt wodnista, wręcz idealna. Jedną z największych zalet tych produktów jest ta, że nie gęstnieją one po pewnym czasie ich użytkowania. 
Pędzelek jest dosyć wąski. Uważam, że bardzo wygodnie się nim maluje, łatwo można dostać się po same brzegi paznokcia, dzięki czemu nasz manicure lub pedicure wyglądają perfekcyjnie. 




Lakiery te stosuję jak każde inne - najpierw odżywka, a następnie dwie warstwy danego produktu. INGLOT Nail Enamel są dobrze napigmentowane, więc dwie warstwy w zupełności starczają do idealnego pokrycia paznokci (przy niektórych lakierach niestety było to za mało). Dodatkowo po pomalowaniu szybko wysychają na paznokciach, więc nie mam ograniczonego wykonywania czynności przez długi czas.
Wiele kobiet skarży się na ich trwałość. Ja natomiast twierdzę, że ze wszystkich lakierów jakie do tej pory przetestowałam, właśnie te utrzymują się na paznokciach najdłużej (ex aequo na pierwszym miejscu z lakierami firmy Virtual, których recenzja wkrótce pojawi się na blogu). 





~Podsumowanie~


Lakiery do paznokci INGLOT Nail Enamel to moi ulubieńcy. Lubię te produkty ze względu na szeroką gamę kolorów (zawsze mam problem z wyborem jednego czy dwóch, ponieważ każdy odcień prezentuje się przepięknie, najchętniej wzięłabym wszystkie), konsystencję, pigment oraz trwałość, przynajmniej na moich paznokciach. Moim zdaniem cena jest troszkę zbyt wygórowana (ok. 25zł), jednak za porządny lakier mogę tyle dać. 
Lakiery do paznokci tej marki z pewnością dostaniecie w sklepach INGLOT, w niektórych drogeriach i oczywiście w sklepach internetowych. 

Zalety:
- duży wybór kolorów
- konsystencja, która nie gęstnieje po pewnym czasie 
- dwie warstwy zapewniają idealne pokrycie płytki paznokcia 
- pędzelek 
- trwałość 

Wady: 
- cena

Ogólna ocena: 
5-/5


A co Wy sądzicie o tych lakierach? Jakie są Wasze ulubione kolory lakierów do paznokci? 

Jeżeli chcecie, abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 



Pozdrawiam,
Charlotte

środa, 25 marca 2015

Tanie tusze do rzęs: Collagen Wear Volume Mascara i Curling Pump Up Mascara - LOVELY

Dzień dobry!


Jak wasze samopoczucie? Dzisiaj przychodzę do Was z postem o dwóch tanich, lecz dobrych maskarach firmy Lovely. Nie będzie to recenzja, tylko ich krótki opis, być może którejś z Was przypadnie do gustu. Od razu przepraszam za zdjęcia oczu - nie są one najlepsze i na każdym jest inne światło, starałam się zrobić lepsze, lecz nie udawało się.  

***

Oba tusze miałam już kilka razy. Poleciła mi je sprzedawczyni w sklepie INGLOT. Cena również była zachęcająca (oba kosztują ok. 9zł). Efekt od razu mi się spodobał. 

Pierwszą maskarą jest Collagen Wear Volume Mascara. Jest to tusz pogrubiająco-wydłużający z kolagenem. Opakowanie jest czarne ze srebrnymi napisami. Znajduje się w nim 8g kosmetyku. 




Szczoteczka jest dosyć duża, z gęstym włosiem. Łatwo się nią maluje. 




Zgadzam się z producentem - tusz pogrubia i wydłuża rzęsy. Dodatkowo je podkręca. Nie dostrzegłam, aby po kilku godzinach się kruszył. Ładnie utrzymuje się na rzęsach. Nałożenie zbyt dużej ilości może spowodować powstanie grudek. 
Zamieszczam dwa zdjęcia: na pierwszym jest nałożona jedna warstwa tuszu, na drugim - dwie warstwy. Lubię bardziej wyraziste spojrzenie, więc osobiście wolę tę drugą wersję. 




Drugi kosmetyk nosi nazwę Curling Pump Up Mascara. Jest to tusz podkręcający i unoszący rzęsy. Ma żółte opakowanie z niebieskimi napisami. W tubce znajduje się 8ml tuszu.




Szczoteczka jest sylikonowa, delikatnie wykrzywiona, dokładnie dostosowana do właściwości kosmetyku - podkręcania i unoszenia rzęs. 






Tak jak przy poprzedniej maskarze - wszystko się zgadza, nie zostaliśmy oszukani przez twórców tego produktu. Poza podkręcaniem rzęs, tusz ładnie je rozdziela i nie skleja ich. 
Ponownie zamieszczam dwa zdjęcia: pierwsze z nałożeniem jednej warstwy tuszu, natomiast drugie z dwoma warstwami. 




~Podsumowanie~


Z obu tuszy do rzęs jestem bardzo zadowolona. Rzadko się zdarza, aby tak tanie kosmetyki były dobre i dodatkowo spełniały słowa producenta. Nie wiem gdzie dokładnie możemy dostać produkty firmy Lovely, w moim mieście dostępne są w Rossmannie. 

A jak Wam podoba się efekt? Preferujecie ten z jedną warstwą kosmetyku czy może dwoma? Jakie inne, tanie i dobre tusze do rzęs polecacie? 

Jeżeli chcecie, abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 


Pozdrawiam, 
Charlotte

poniedziałek, 23 marca 2015

RECENZJA: Podkład REVLON COLORSTAY

Cześć! 


Mam nadzieję, że poniedziałek mija Wam jak najlepiej i jesteście w dobrych nastrojach. Dzisiaj recenzja podkładu, który na rynku jest dostępny już długi czas i stał się bardzo popularny wśród bloggerek i vloggerek: REVLON COLORSTAY. 

***

Podkład kupiłam standardowo w jednym z najjaśniejszych odcieni. W tym przypadku jest to numer 150 Buff. Niestety, mimo bardzo szerokiej gamy kolorystycznej, ten kolor jest mi zbyt jasny, a kolejne już za ciemne. Używałam go razem z innym podkładem lub po prostu nakładałam ciemniejszy puder. 



~Opis produktu i moje wrażenia~


Według producenta podkład powinien utrzymywać się na skórze przez 24 godziny. Oczywiście jest to przesada, lecz trzeba przyznać, że ten kosmetyk jest bardzo trwały. Używałam go również latem i mimo wysokich temperatur, fluid długo pozostawał na mojej twarzy. Dodatkowo ładnie ją matowił. Moja cera jest delikatna, nie ma skłonności do przetłuszczania się, lecz przy wielu podkładach po kilku godzinach zaczyna się świecić. W tym przypadku było to bardzo delikatne, a po nałożeniu dodatkowo pudru nie świeciłam się wcale. Zdecydowanie największą zaletą tego produktu jest krycie. Naprawdę świetnie sobie radzi z przebarwieniami i niedoskonałościami. Ze wszystkich podkładów, które do tej pory przetestowałam, właśnie ten radził sobie z tym najlepiej. 
Kosmetyk ma gęstą konsystencję, dzięki czemu jeszcze lepiej maskuje niedoskonałości. Dobrze się go rozprowadza. Zapach nie należy do najlepszych, ale nie uważam, aby mógł w jakikolwiek sposób przeszkadzać. 





Podkład ma szklany flakonik, który prezentuje się ładnie i elegancko, lecz moim zdaniem jest to wadą. Wystarczy niefortunny upadek na podłogę i mamy po produkcie. Ponadto ciężko jest wydostać resztki kosmetyku, które osadzają się na dnie opakowania lub jego ściankach. 
Najgorszy jest aplikator podkładu, czy może raczej jego brak. Nie ma żadnej pompki ani nic w tym stylu. Trzeba więc uważać, aby nie wydostała nam się zbyt duża ilość kosmetyku.


~Podsumowanie~


Podkład REVLON COLORSTAY świetnie kryje niedoskonałości. Mimo, że ja nie znalazłam swojego idealnego odcienia - jest dostępny w wielu kolorach. Kosztuje ok. 40zł, ale widziałam, że na różnych stronach internetowych można go dostać za niecałe 30zł. Nie jest to bardzo dużo, ale też nie mało. Osobiście jestem zadowolona z tego produktu i uważam, że jest wart swojej ceny. Największą wadą jest opakowanie.

Zalety:
- mocne krycie
- szeroka gama kolorystyczna 
- długo utrzymuje się na skórze
- konsystencja 
- matowi skórę 

Wady:
- szklane opakowanie i brak aplikatora 
- nie znalazłam swojego idealnego koloru 

Ogólna ocena:
4+/5



Któraś z Was może używała tego podkładu? Jakie były Wasze wrażenia po nim? I najważniejsze pytanie: jaki polecacie podkład, który kryje równie dobrze? 

Jeżeli chcecie, abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 


Pozdrawiam, 
Charlotte

sobota, 21 marca 2015

RECENZJA: Paleta SEPHORA Color Festival

Cześć!


Jakiś czas temu dostałam w prezencie paletę SEPHORA Color Festival. Przyznam szczerze, że zakochałam się w niej od samego początku i jest ona dla mnie bezwzględnym ulubieńcem! Ze względu na to, że korzystam z niej dość często, niektóre z kolorów są już nieco naruszone. Na zdjęciu nie wygląda to zbyt estetycznie, jednak wolałam dodać zdjęcia swojego autorstwa niż z Internetu. 

***

Paletka jest sporych rozmiarów. Ma eleganckie, czarne opakowanie, które świetnie się prezentuje. Już na oryginalnym, kartonowym pudełku widać jak mniej więcej wygląda. 






Opakowanie rozkłada się, tworząc "piętra", na których umieszczone są kosmetyki. Wszyscy wiemy, że nie powinno się "oceniać książki po okładce", a w tym przypadku kosmetyku po tym w jakim opakowaniu się znajduje, lecz bądźmy szczerzy: to także odgrywa dużą rolę w naszym wyborze. A ta paletka prezentuje się fantastycznie. 


~Co zawiera paleta?~


Paletka została zaopatrzona w wiele cieni do powiek. Dostępny jest niemal każdy kolor w różnych odcieniach: począwszy od tych neutralnych (biały, brązowy, złoty, czarny, szary itp.) skończywszy na żywych, tęczowych barwach (niebieski, zielony, fioletowy, różowy itp.) W sumie 72 kolory. Niektóre z nich są matowe, inne z delikatnym brokatem. Przy nakładaniu nie osypują się, są dobrze napigmentowane. Utrzymują się na powiekach długi czas. Po całonocnej imprezie mój makijaż oczu był taki sam jak na początku zabawy.






Prócz cieni do powiek, znajdziemy w niej błyszczyki do ust. Byłam przekonana, że będą bardzo słabo napigmentowane, wręcz niewidoczne na ustach. Zostałam mile zaskoczona, ponieważ są naprawdę świetne! Zarówno te ciemniejsze kolory jak i te jasne. Łatwo się nimi maluje, najlepiej pędzelkiem. Konsystencję mają dość gęstą, co jest plusem, ponieważ utrzymują się dłużej na ustach. Pojedyncze kolory zawierają malutkie drobinki. W paletce znajduje się w sumie 28 błyszczyków oraz 4 bardziej kremowe produkty podobne do szminek, które według producenta mogą być używane także jako róż do policzków. 
Większość kolorów jest tutaj naruszona, nie umiałam się powstrzymać przed wypróbowaniem ich.





Kolejnym przystankiem są eyelinery o kremowej konsystencji. Niektóre zawierają drobinki. Neutralne kolory (np. grafit) dobrze nadają się również do podkreślania brwi. Eyelinery łatwo się nakłada, oczywiście odpowiednim pędzelkiem. Jest w sumie 18 kolorów.
Jeden niestety został już niemal całkowicie przeze mnie zużyty (ciemny grafit).



Kolejnym kosmetykiem są róże do policzków. Większość ma jasne, delikatne odcienie. Póki co przetestowałam trzy z nich i każdy świetnie się sprawdził. Dostępnych jest 8 kolorów. 



Na koniec zostały karteczki z  tutorialami dołączone do paletki. Jest ich 6. Mogą być pomocne dla początkujących w makijażu osób. Niestety nie zostały napisane w języku polskim: po jednej stronie są po angielsku, a po drugiej w zupełnie obcym mi języku, nie jestem w stu procentach pewna w jakim (wydaje mi się, że w języku francuskim). Na szczęście oprócz tekstu są dołączone obrazki, na których wszystko dobrze zostało przedstawione. Zaprezentowano następujące tutoriale: malowania kreski na powiekach, nakładania różu na policzki w odniesieniu do różnego rodzaju kształtu twarzy, perfekcyjnego malowania ust, dwa sposoby poprawnego nakładania cieni na powieki oraz 3 podstawowe wskazówki dotyczące błyszczyków, eyelinera oraz cieni. 



Paletka zawiera również dwa lusterka.

~Podsumowanie~


Paletka SEPHORA Color Festival jest - jednym słowem mówiąc - fantastyczna! Dawno nie byłam tak zadowolona z tego typu kosmetyku. Jest świetnie wyposażona, zarówno w rodzaje kosmetyków jak i w ich odcienie. Dla niektórych wadą może być jej cena (kosztuje ok. 170zł), lecz ja uważam, że to nie dużo jak na taką paletę. Polecam ją zdecydowanie każdej kobiecie, która uwielbia eksperymentować z makijażem.

Zalety: 
- opakowanie
- wyposażenie palety 
- kolory 
- napigmentowanie kosmetyków 
- trwałość kosmetyków

Wady:
- niestety nie można dokupić poszczególnych kolorów, które się skończyły, lecz to typowa wada takich palet

Ogólna ocena: 
5/5



Czy któraś z Was również ma w posiadaniu tę paletkę? Jakie inne paletki tego typu polecacie?

Jeżeli chcecie, abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 


Pozdrawiam, 
Charlotte


czwartek, 19 marca 2015

RECENZJA: Podkład INGLOT YSM CREAM FOUNDATION

Witajcie! 


Na początek przygotowałam dla Was recenzję podkładu firmy INGLOT. Nim jednak przejdę do opisu owego kosmetyku, chciałabym prosić o wyrozumiałość dla mnie, jeśli chodzi o prowadzenie tego bloga. Po raz pierwszy mam do czynienia z blogspotem, więc póki co nie umiem się tu za bardzo połapać, nie wiem gdzie wszystko się znajduje, dlatego też sam wygląd bloga nie jest zbyt ciekawy. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się go trochę "udoskonalić".Co do jakości zamieszczanych tutaj zdjęć - ich jakość nie należy do najlepszych, niestety nie posiadam na tyle dobrego aparatu, aby zdjęcia były idealne. Staram się jak mogę, żeby wyglądały jak najlepiej. 

***

Od wielu miesięcy używam podkład INGLOT YSM  Cream Foundation, więc dobrze go "poznałam". Ze względu na jasność mojej karnacji, używam go w jednym z najjaśniejszych odcieni - 41.






~Opis produktu i moje wrażenia~



Jest to podkład matujący, przeznaczony głównie do młodej skóry. W opakowaniu znajduje się 30ml kosmetyku. Ma delikatną, dosyć płynną konsystencję, łatwo się rozprowadza. Ładnie pachnie i dobrze wtapia się w skórę, dzięki czemu nie tworzy "efektu maski". Wygląda naprawdę naturalnie, przy nałożeniu jednej warstwy jest niemal niewidoczny na skórze. Odcienie wpadają w brąz i beż - nie są pomarańczowe, ani różowe, więc jest to dużą zaletą tego kosmetyku.





Jedną z zalet tego podkładu jest jego opakowanie i sposób aplikacji. Gdy produkt się kończy, bez problemu możemy rozciąć tubkę i dostać się w ten sposób do resztek podkładu, a co za tym idzie - zużyć kosmetyk do samego końca. 




Podkład utrzymuje się na twarzy ok. 4 godziny, więc nie jest to rekordowy czas. Po nałożeniu pudru troszkę dłużej, lecz nawet wtedy wymaga małych poprawek w ciągu dnia. Nie polecam go osobom, które mają dużo niedoskonałości lub przebarwień na twarzy - niestety ten kosmetyk nie poradzi sobie z tym. Jest bardzo delikatny i nie ma mocnego krycia. Po nałożeniu dwóch warstw jest lepiej, lecz nadal nie jest to efekt "idealnej cery". Podkład nie wysusza skóry, wręcz lekko ją nawilża, dlatego odradzam go także osobom, które mają tłusty typ cery.

~Podsumowanie~


Podkład INGLOT YSM jest idealnym podkładem dla młodej skóry, bez większych niedoskonałości. Dobrze sprawdzi się na codziennie dni, jednak trzeba co jakiś czas poprawiać makijaż. Ma ładne, naturalne kolory, dostępne w kilku odcieniach. Jest wydajny i niedrogi - ok. 24zł/30ml. Niestety słabo pokrywa i krótko utrzymuje się na skórze.

Zalety:      
- konsystencja i zapach   
- kolory wpadające w beż i brąz 
- naturalny efekt na skórze
- cena
- opakowanie
- nie wysusza skóry, delikatnie ją nawilża 

Wady:
- słabo kryje
- krótko utrzymuje się na twarzy 

Ogólna ocena: 
4/5



A czy któraś z Was używała tego podkładu? Jeśli tak - jakie są Wasze wrażenia po nim?

Jeżeli chcecie abym przetestowała, a następnie oceniła jakiś kosmetyk - napiszcie to w komentarzu. Bardzo chętnie skorzystam z Waszych propozycji. 


Pozdrawiam,
Charlotte